IPMS Polska

Model Expo 2012 w Melbourne – pamiętnik debiutanta

Przez ponad 30 lat budowałem modele do gablotki i miałem wstręt do ich przewożenia. Ale w końcu, za namową Andrzeja Ziobera, pierwszy raz wybrałem się na zawody jako ich uczestnik. Najdziwniejsze jest pewnie to, że pojechałem w tym celu na drugi koniec świata – do Melbourne w Australii na największy konkurs modelarski w tym kraju – Model Expo 2012.

Zabrałem tam model produkcji Wingnut Wings, w ciągle jeszcze nietypowej dla mnie skali 1:32 – późną wersję brytyjskiego pchacza z I wojny światowej RAF FE2b w malowaniu nocnego bombowca.

 

Model został unieruchomiony w szkielecie z gąbki wewnątrz kartonowego pudełka. Ono z kolei trafiło do solidnej skrzynki z pleksi, której wymiary pozwoliły na zabranie jej jako bagażu podręcznego do samolotu. I taki pakunek przeleciał bez żadnego uszczerbku łącznie prawie 35 tys. km, w sześciu etapach, w schowkach podsufitowych różnych pasażerów - od ATR 42, przez Boeinga 777 do Airbusa 380!

Organizatorzy Model Expo w Melbourne twierdzą, że konkurs ten jest jedynym, przynajmniej w Australii, który trwa 3 dni i uznają to za swój wielki sukces. Corocznie wykorzystują tzw. Queen's Birthday Weekend, łącznie z oficjalnym świętem państwowym w poniedziałek. Dla uczestników jest to trochę uciążliwe, gdyż zamiast jak zwykle dwóch dni, trzeba dodatkowo poświęcić trzeci. Ale z drugiej strony liczba oglądających modele jest dzięki temu na pewno większa, co istotnie wpływa na popularyzację modelarstwa. W 2012 Model Expo trwało od piątkowego wieczora 8 czerwca do wieczora w poniedziałek 11 czerwca. W piątek można było zgłaszać modele do zawodów od godziny 18 do 21. Gdy zjawiliśmy się z Andrzejem Zioberem w wielkiej sali pawilonu przy torze wyścigowym Sandown Racecourse w Springvale na przedmieściach Melbourne, zobaczyliśmy, że modeli było jeszcze niewiele. Natomiast wielki ruch panował przy stoiskach handlowych, gdzie przedstawiciele różnych sklepów modelarskich znosili wielkie kartony z modelami, akcesoriami, narzędziami, książkami itp. W tej sytuacji uznaliśmy, że lepiej będzie wystawić nasze modele następnego dnia.

Punktualnie o 9 w sobotę znaleźliśmy się ponownie w Sandown Racecourse, a po krótkich formalnościach zgłoszeniowych, sam dyrektor komitetu organizacyjnego Rene de Koning, korzystając z wydrukowanego planu ekspozycji, zaprowadził nas do odpowiednich stołów przeznaczonych na modele. Była to istotna pomoc, gdyż organizatorzy przewidzieli łącznie aż 62 kategorie modeli, a ponadto 21 wystaw klubowych i 28 stoisk handlowych. I o ile handel zgrupowano przy ścianach hali, to poszczególne kategorie konkursowe oraz wystawy były przemieszane po to, aby unikając zgrupowań tematycznych, niejako, zmusić publiczność do zapoznania się z wszystkimi rodzajami modeli. Nawet gdyby ktoś chciał obejrzeć tylko modele lotnicze, to i tak, poszukując odpowiednich stanowisk, musiał obejrzeć inne rodzaje modeli. Moim zdaniem to kolejny świetny pomysł na propagację modelarstwa, pokazujący jego wielką różnorodność, pokazujący, że każdy może tu znaleźć coś dla siebie. W konkursie przewidziano 4 kategorie dla juniorów (do 13 lat), 7 kategorii dla juniorów starszych (do 18 lat) oraz kategorie seniorskie: 14 lotniczych, 9 dla pojazdów bojowych, 10 motoryzacyjnych, 4 dioramowo-winietowe, 3 figurkowe, 5 science-fiction, 3 szkutnicze oraz 3 inne. W grupie lotniczych wystaw klubowych moją uwagę zwróciły kolekcje modeli samolotów bojowych w barwach australijskich, samolotów w malowaniu pustynnym i samolotów pilotowanych przez kobiety. Stoły z modelami konkursowymi i wystawowymi do godziny 12 wypełniły się niemal po brzegi. Jedynie w jednej kategorii - statków żaglowych, nie zgłoszono żadnych modeli, a w innej - małych samochodów cywilnych znalazł się tylko jeden uczestnik. Całą sobotę spędziliśmy fotografując modele – do konkursu zgłoszono ich 670, a według moich szacunków na wystawach klubowych mogło ich być jeszcze drugie tyle. Model Lancastera wystawiony przez Andrzeja Ziobera wyróżniał się na tle reszty bardzo wyraźnie.

Wśród wielkiej liczby wystawionych modeli udało się znaleźć jeszcze jeden, który był również prezentowany w szklanej gablocie i, moim zdaniem, jako jedyny miał pewne szansę rywalizować z Lancasterem o miano modelu najbardziej zdetalowanego, choć niekonwencjonalnie pootwieranego – już nie. Był to Alfa Romeo Rudolfa Caraciolli, wykonany przez Craiga Chirgwina.

Wszystkie wystawione modele były bardzo wysokiej jakości. Nawet wśród juniorskich trudno było znaleźć choćby jeden, zrobiony niestarannie. Z racji moich zainteresowań najłatwiej mi ocenić modele lotnicze, które prezentowały wysoki poziom - czysto i bardzo starannie pomalowane, wiele z pootwieranymi standardowymi fragmentami - kabiny, silniki, przedziały uzbrojenia. Także w innych kategoriach poziom był według mnie wysoki - pojazdy cywilne lśniły polerowanym lakierem, czołgi były nieprzesadnie ubłocone, figurki - bardzo realistycznie pomalowane, a dioramy przyciągały wzrok bogactwem detali. Z oczywistych względów jednak, najbardziej interesowała mnie moja kategoria Aircraft Large, Propeller Driven, Open. Wystawiono w niej 15 modeli, które prezentowały typowy poziom Model Expo – wszystkie pięknie pomalowane, w większości z realistycznymi śladami użytkowania, w widocznych fragmentach całkiem nieźle zdetalowane, ale przy tym bez żadnej ekstrawagancji niestandardowego otwierania. Radością dla moich oczu były przede wszystkim cztery pierwszowojenne, w tym trzy z zestawów Wingnut Wings - Bristol Fighter F.2b Lawrence’a Parry’ego,

RAF RE8 Paula Carpentera

i mój RAF FE2b oraz rodenowski Nieuport 24bis Łukasza Kędzierskiego.

Ponadto znalazły się tam myśliwce z II w. św., błyszczący czerwonym lakierem sportowy Bulldog Racer, a nawet jeden szybowiec – konkurencja była bardzo silna. O 17 w sobotę publiczność i zawodnicy opuścili salę i do pracy przystąpili sędziowie. Sposób oceniania modeli w Model Expo jest precyzyjnie opisany na stronie internetowej konkursu. Ponadto znajdują się tam wskazówki, na co zawodnik powinien zwrócić uwagę, szczególnie przy przygotowywaniu dokumentacji modelarskiej. Tak jasne postawienie sprawy jest dla mojego ścisłego umysłu kolejną wielką zaletą Model Expo w Melbourne. Ocena modeli składa się z dwóch etapów. Pierwszy ma na celu wybranie najlepszych w każdej kategorii – tych, które przechodzą do finału. Zwraca się tu uwagę na: staranność budowy, dodane detale, zgodność z dokumentacją oraz malowanie. W drugim etapie dochodzi jeszcze realizm modelu i te pięć aspektów jest oceniane dokładniej. Na podstawie przyznanych punktów: 30 za budowę, 25 za detale, 25 za wykończenie, 10 za zgodność historyczną i 10 za realizm przyznawane są miejsca: pierwsze, drugie i trzecie, a pozostałe modele, które znalazły się w drugim etapie są wyróżniane specjalnym dyplomem.

W niedzielę przed południem w hali konkursowej panowała wyraźnie wyczuwalne napięcie. Wszyscy oczekiwali na wyniki pracy sędziów, którzy z grubymi plikami arkuszy oceny modeli, przechodząc wśród stołów z modelami, dokonywali ostatecznej weryfikacji wyników. Około południa na kartach informacyjnych przy modelach w poszczególnych kategoriach zaczęły pojawiać się naklejki: niebieskie ze słowem FIRST, pomarańczowe SECOND, zielone THIRD oraz czerwone COMMENDED. Po strasznie dłużącym się czekaniu zobaczyłem wreszcie w mojej kategorii SECOND przy modelu jednego z dwóch Messerschmittów Bf 109 i THIRD - przy Bristolu Fighterze, a niebieskie FIRST znalazło się przy moim FE2b! Długo nie mogłem w to uwierzyć, do teraz wydaje mi się to nieprawdopodobne. Ale jeszcze większe zdziwienie wzbudził u mnie brak jakiegokolwiek wyróżnienia przy pięknym modelu RE8 Paula Carpentera.
Po dobrej godzinie pojawiły się też długo oczekiwane wyniki w kategorii Aircraft Small, Modified gdzie Andrzej Ziober wystawiał swojego Lancastera. Zgodnie z moimi oczekiwaniami, niebieska naklejka FIRST znalazła się właśnie przy nim! W poniedziałek przy modelach pojawiły się też czarne tabliczki z nazwami przyznanych nagród specjalnych, których było 20. Brakowało jedynie informacji o najcenniejszym trofeum - Best of Show i o wyniku głosowania publiczności - People's Choice. Warto też wspomnieć, że po zakończeniu oceny organizatorzy trochę poprzestawiali modele na stołach, co miało na celu przekształcenie całej imprezy w wielką wystawę prezentującą w elegancki sposób wszystkie kategorie plastikowego modelarstwa redukcyjnego.

W poniedziałek, punktualnie o 16 rozpoczęła się ceremonia wręczenia nagród. Najpierw wyróżniono zwycięzców kategorii juniorskich, którzy otrzymali medale, puchary i nagrody rzeczowe w postaci modeli – to kolejny przyczynek do popularyzacji modelarstwa wśród młodych. Potem kolejno poszły nagrody w kategoriach seniorów oraz nagrody specjalne. Wśród nich była nagroda ufundowana przez Andrzeja Ziobera, która trafiła do Craiga Chirgwina - autora wspomnianego już modelu Alfy Romeo. Na samym końcu wyjawione zostały ostatnie tajemnice Model Expo 2012. W efekcie Andrzej Ziober musiał jeszcze dwa razy wstawać i wysłuchiwać rzęsistych braw - zarówno nagroda Best of Show, jak i People's Choice trafiły w jego ręce! Moim zdaniem było to absolutnie zasłużone wyróżnienie dla wykonawcy zdecydowanie najbardziej efektownego, choć przy tym najbardziej niekonwencjonalnego modelu prezentowanego na tych zawodach. Warto też dodać, że o zawodach modelarskich i udziale w nim modelarzy z Polski wiedzieli przedstawiciele australijskiej Polonii, a to dzięki staraniom mieszkającego w Melbourne Andrzeja Zbiegniewskiego, znanego, także polskim czytelnikom, autora książek o historii lotnictwa. Napisał on o tym wydarzeniu informację w polskiej gazecie ukazującej się w stanie Victoria. Zapowiadany tam udział Polaków w Model Expo 2012 zakończył się więc wielkim sukcesem. O ile jednak tryumf Lancastera według mnie był właściwie pewny, to fakt, że ja ze swoim skromnym modelem znalazłem się w polskiej drużynie i dołożyłem do tego sukcesu swoją cegiełkę, jest dla mnie sporą radością.

Udział w Model Expo 2012 w Melbourne był wielką przyjemnością, nawet abstrahując od wygranej w mojej kategorii. Miałem bowiem okazję zobaczyć ponad 1000 modeli, które reprezentowały bardzo wysoki poziom. Jestem przekonany, że tak świetnie zorganizowana impreza przyczyniła się w znacznym stopniu do popularyzacji modelarstwa wśród Australijczyków, którzy licznie, całymi rodzinami zjawili się w hali Sandown Racecourse. Zapoznałem się z atmosferą modelarskiego święta, zawodów rozgrywanych wśród przyjaciół, gdzie nikt się nie obrażał, a wszyscy szczerze gratulowali zwycięzcom. Ponieważ miałem już okazję być wcześniej dwa razy w Australii, wiedziałem, że mieszkańcy tego kraju są serdeczni, życzliwi i bardzo otwarci. Teraz wiem, że modelarze nie odbiegają od tego standardu. Bardzo się cieszę, że udało się mi poznać osobiście kilka osób, które dotąd znałem jedynie jako nicki z forów modelarskich. Ponadto nawiązałem kontakty z wieloma osobami, których dotąd nie znałem wcale. W hotelu, gdzie mieszkaliśmy zatrzymała się też kilkuosobowa drużyna z klubu modelarskiego z Adelajdy. Spędziliśmy z nimi razem bardzo miły wieczór przy lampce najlepszego na świecie czerwonego wina - Shirazu z doliny Barossa. Wymieniliśmy poglądy na temat modelarstwa, adresy oraz koszulki klubowe! A podsumowaniem dżentelmeńskiego współzawodnictwa modelarskiego, z pełnym szacunkiem dla klasy rywala, niech będzie stwierdzenie jednego z nich, że zaszczytem było przegranie z takim modelem, czyli Lancasterem Andrzeja Ziobera.

Dla IPMS Polska Przemysław Litewka

Orange Colour Red Colour Blue Colour Green Colour